Imprint MUZY, czyli wydawnictwo AKURAT dało nam się już poznać i polubić dzięki kilku trafionym zagranicznym grozowym pozycjom, które zdecydowało się przedstawić polskim czytelnikom. Tym razem postanowili dać szansę Maxowi Doty’emu i jego „Głodnemu domowi”.
Na początku miałem mieszane uczucia co do tego, czy akurat ta lektura będzie dla mnie. Jestem fanem horroru nieoczywistego, zaskakującego, ukrywającego smaczki w ciemności, zmuszającego do myślenia i analizowania jeszcze długo po odłożeniu książki. Tutaj pierwsze wrażenia miałem mocno średnie – „Głodny dom”? O czym to może być… pewnie znowu jakaś sieczka, zęby wystające ze ścian i plączące się pod nogami jelita. Coś jednak mnie podkusiło i w ramach współpracy z AKURAT postanowiłem dać szansę i temu tytułowi.
Tom, Claire, Derek i Grace, typowa amerykańska rodzina. On – wzięty prawnik, z aspiracjami i chorobliwą wręcz ambicją. Ona – pani domu zajmująca się dziećmi, domem i wszelkimi sprawunkami z tym związanymi. On pochodzi z bogatej rodziny z tradycjami, ona została właściwie przez niego uratowana od kompletnego stoczenia się w odmęty używek, co realnie zagrażało jej po ogromnej traumie i bolesnym dzieciństwie w cieniu dorastania bez rodziców. Tworzą zgrany i rozumiejący się bez słów duet, świetnie radząc sobie w życiu i będąc szczęśliwymi. Każda taka rodzina potrzebuje swojego gniazdka, miejsca na ziemi, które będzie tylko ich. Da spokój, wyciszenie i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy więc trafia się okazja odkupienia od starszej pani pewnej 100-letniej rezydencji w zaskakująco dobrej cenie i lokalizacji, nie wahają się, a Claire robi absolutnie wszystko, aby to właśnie to miejsce stało się ich przystanią.
Od samego początku jednak coś jest nie tak. Dom wydaje się żyć, pulsować, analizować, być nieustannie czujnym i zaangażowanym. Podczas spacerów po nim, niektóre miejsca wydają się być wyraźnie cieplejsze od innych, często słychać także dziwne dźwięki, a czystość która w nim panuje zawstydziłaby niejedną perfekcyjną panią domu. Claire szybko nawiązuje z nim nić porozumienia, ale budynek zdaje się wpływać i szeptać do każdego, kto przekroczy jego próg.
Szybko okazuje się bowiem, że jest to budowla absolutnie wyjątkowa, a tajemnica którą skrywa w swoich murach jest jednocześnie przerażająca i pociągająca. Tom i Claire zaczynają snuć plany i żywo dyskutować o możliwościach, jakie się właśnie przed nimi otworzyły. Można je bowiem wykorzystać na bardzo wiele sposobów i uzyskać dzięki temu praktycznie każdy cel, głodny dom bowiem nigdy nie odmawia, a nawet wspiera wszystkich tych, którzy chcą go nakarmić.
Więcej nie zdradzam, bo świetnie bawiłem się przy tej historii, nie chcę odbierać wam frajdy z lektury. Doty utrzymuje dobre tempo, umiejętnie tonuje tę opowieść, serwując tajemnice i makabrę w doskonałych dawkach. „Głodny dom” to z pozoru prosta historia, ale jak się w nią mocniej zagłębić, analizując przede wszystkim możliwości jakie daje jego specyfika, zaczynamy wchodzić w kwestie moralności, zasad, a nawet tego czy po skorzystaniu z jego usług, możemy nadal traktować siebie jako ludzi, i czy to co właśnie zrobiliśmy na pewno musiało się wydarzyć. Umiejętności tej konkretnej budowli można bowiem porównać do „jedynego pierścienia”, który Frodo Baggins miał za zadanie zniszczyć w Mordorze. Kiedy przekonamy się o potędze jaka drzemie tuż obok, na wyciągnięcie ręki, oraz dodamy do tego fakt, że za podjęte decyzje nie czekają nas nigdy żadne konsekwencje – trudno oprzeć się pokusie, zwłaszcza kiedy otrzymujemy od życia konkretne bodźce skłaniające nas ku temu, aby łatwo i szybko pozbyć się różnorakich problemów.
Ta powieść ma w sobie apetyczne i interesujące drugie dno, a przeanalizowanie go z pewnością sprawiłoby frajdę niejednemu psychologowi. Czy powinniśmy opierać się pokusie czy może jednak dawać upust swoim fantazjom i marzeniom. Może tak po prostu ma być, a my dostaliśmy wyjątkową okazję do tego, aby móc coś zmienić nie tylko dla siebie, ale dla całego społeczeństwa? Ludzie z natury dążą do wygody, zatem opcje jakie daje mieszkanie w takim miejscu, stają się niezwykle pociągające i trudne do okiełznania. Tym bardziej, że on sam nie pozostaje bierny i intensywnie działa we własnym interesie…
Max Doty „Głodnym domem” pokazał, że nawet z błahego pomysłu można wyciągnąć dużo więcej, jeśli tylko zaprzęgnie się do pracy wyobraźnię i weźmie na cel społeczne i lokalne problemy oraz niezwykle praktyczne i łatwe ich rozwiązania.
