“Powódź”, “Groble” – Michael McDowell, seria Blackwater I i II. 

Seria Blackwater Michaela McDowella liczy sobie sześć tomów, postanowiłem więc recenzować je dwójkami. Głównie dlatego, że akcja powieści toczy się niespiesznie, a mrok opada zauważalnie, lecz w swoim spokojnym tempie. 

Zabieram was dzisiaj do jednej z moich ulubionych literackich lokacji – amerykańskiego Południa, i do jednego z fajniejszych okresów czasowych – początku lat 20’tych XX wieku.  

Małe miasteczko Perdido, które zbudowane zostało u zbiegu dwóch rzek – Perdido właśnie oraz Blackwater, znane jest w okolicy z trzech tartaków oraz prowadzących je rodzin. My skupiać się będziemy na najzamożniejszej i najbardziej wpływowej – Caskeyach. To właśnie wokół ich rodu toczy się ta historia, i na nich skupia się autor snując opowieść o dziwnych i niepokojących wydarzeniach… 

Wszystko zaczyna się od powodzi, która dewastuje zarówno samo miasto, jak i okoliczne ziemie, w tym tartaki. Woda nie oszczędza niczego i nikogo, powodując ogromne zniszczenia i straty sięgające dziesiątek tysięcy dolarów, co na tamte czasy nawet dla bogaczy było sporym obciążeniem. Ludzie jednoczą się i wspólnymi siłami próbują osuszyć i odbudować swoje miejsce na ziemi. Opisy ciężkiej pracy przeplatane są powoli odkrywaną czytelnikom historią rodziny Caskeyów, a z czasem nawet, to właśnie perypetie rodu i jego gości stają się trzonem opowieści, i wątkiem wiodącym. Oscar Caskey, wraz ze służącym Brayem płynąc po zalanym Perdido i oceniając skutki katastrofy odkrywa, że jedyny hotel w mieście, nie jest do końca opustoszały. W jednym z okien dostrzega bowiem burzę czerwonych włosów i piękną twarz młodej kobiety, proszącej o pomoc. Tu zaczyna się akcja właściwa powieści i od tego momentu, z czego Oscar nie zdaje sobie zupełnie sprawy, zmieniać zacznie się zarówno jego życie, jak i historia jego rodu oraz całego miasta. Kobieta którą ratuje, Elinor Dammert, spokojnie ale stanowczo i systematycznie zacznie wywierać wpływ na wszystko, co dzieje się wokół niej, mając w tym zapewne swój cel… 

Nie będzie jej jednak łatwo, ponieważ w serii “Blackwater” mamy również inne silne kobiece charaktery, z których zdecydowanie najmocniej wyróżnia się Mary-Love Caskey, matka Oscara i niekwestionowana pani domu, bez której wiedzy nic nie może się odbyć, a każda najdrobniejsza kwestia musi być z nią przedyskutowana i zaakceptowana. Tu może na chwilę się zatrzymajmy, ponieważ warto wspomnieć o społecznych aspektach powieści. Zarówno matriarchat, jak i rasizm są przedstawione mocno, lecz nie przesadnie i agresywnie. Pamiętajmy, że na początku XX wieku posiadanie czarnoskórej służby do obsługi domów, nie było niczym niezwykłym i szokującym. Rodziny skupiające się w Perdido nie odstawały zatem od ówcześnie przyjętych standardów, należy jednak zaznaczyć, że traktowały służbę uprzejmie i dobrze, zapewniając im mimo wszystko godziwe życie. Granice były wyznaczone i przestrzegane, ale jednocześnie nie spotkałem się z brutalnością czy nadmiernym wyzyskiem pracowników.  

Co do kwestii dominacji kobiet w tej opowieści, jest ona bezdyskusyjna. To płeć piękna ma najwięcej do powiedzenia, do nich należy większość decyzji, a mężczyźni skupiają się jedynie na pracy i rozwijaniu biznesu. Czytając oba tomy miałem nieodparte wrażenie, że zapoznaję się z obyczajową sagą dla matron, gdzie kobiety wiodą prym, a mężczyźni mają wykazywać się jedynie posłuszeństwem i przedsiębiorczością. Na szczęście nie zapominajmy, że “Blackwater” finalnie jest horrorem i to, co jakiś czas, autor dobitnie nam podkreśla. 

Jak wspominałem na początku, historia zarówno “Powodzi”, jak i “Grobli” rozwija się bardzo powoli, skupiając zdecydowanie bardziej na należytym przedstawieniu wszystkich postaci i ich zadań, niż na samej akcji. Elinor wkrada się w serca i dusze kolejnych mieszkańców Perdido, zdobywając coraz lepszą pozycję i przyprawiając Mary-Love o bezsenność i ciągłe planowanie, jak może ją zdyskredytować. Rudowłosa Dammert zdaje się mieć potężny wpływ zwłaszcza na synów Mary-Love i to martwi głowę rodu najmocniej. Oscar wydaje się być nią zafascynowany, co finalnie doprowadzi do daleko idących konsekwencji, ale o tym musicie przeczytać już sami. 

Co do grozy, bo przecież po to czytamy utwory McDowella, bez bicia przyznam, że w pierwszych dwóch tomach jest jej bardzo mało. Oczekuję, iż kolejne dadzą nam dużo więcej mroku i tajemnic, nie pogardziłbym także kilkoma mocniejszymi scenami, bo przedsmak tego możemy zobaczyć już w “Powodzi” oraz “Groblach”.  

Wspomnieć muszę, iż książki uwiodły mnie klimatem. Południe USA, długie upalne dni, gęste lasy otaczające Perdido, szum obu rzek i Elinor, która jest z nimi związana w mroczny i niebezpieczny sposób. Czuje maniakalną wręcz potrzebę przebywania blisko wody, nikt tak naprawdę nie wie skąd się wzięła, co robiła w hotelu Osceola i jakie ma plany zarówno wobec Perdido, jak i jego mieszkańców. Oczywiście wytłumaczyła się ona ze wszystkiego i opowiedziała w skrócie swą historię, czytelnik jednak nie daje temu wiary i z kolejnymi stronami nabiera coraz więcej wątpliwości, co do zamiarów tej tajemniczej kobiety.  

Przechodząc płynnie do drugiego tomu sagi, “Grobli”, przekonamy się jak wielką estymą darzona jest Mary-Love i jaką władzę faktycznie sprawuje. Pojawiają się nowi, znaczący bohaterowie, zmieniają się relacje pomiędzy tymi już nam znanymi, ale najważniejsze jest to, że aspekt społeczny powieści wymusza na wszystkich mieszkańcach Perdido i okolic budowę grobli przeciwpowodziowych, które mają zapobiec kolejnym zalaniom i stratom w przyszłości. I to właśnie wokół tego projektu skupia się akcja tomu drugiego, i to groble staną się przyczynkiem wielu sytuacji, których zarówno Caskeyowie, jak i inne rodziny zamieszkujące Perdido wolałyby uniknąć. Osobą, która najmocniej stara się storpedować cały projekt jest oczywiście Elinor, dla której woda to życie i sens istnienia. Biorąc pod uwagę, że nie przypomina żadnej z kobiet z miasteczka, a podskórnie wiemy, że potrafi być niebezpieczna i konsekwentna w działaniach, jestem bardzo ciekaw jak potoczy się ta historia i do czego nas doprowadzi.  

Jeśli macie ochotę poczuć klimat dawno minionych czasów, zanurzcie się w lekturę i dajcie szansę tym sześciu, pięknie wydanym przez Albatrosa książeczkom. Ja dałem się porwać nurtowi Blackwater, zabieram się właśnie za część trzecią i wam także polecam niespieszną, spokojną lekturę historii Caskeyów i pewnej rudowłosej dziewczyny…