“NOS4A2” – Joe Hill.
Mam problem z Joe Hillem.
Zacząłem przygodę z nim od przeczytania “Pudełka w kształcie serca” i bardzo mi się podobało. Rozradowany sięgałem po kolejne tytuły, czy to powieści czy zbiory opowiadań i o dziwo nie było już tak dobrze. Gwóźdź do trumny naszego rozbratu stanowił “Strażak”, który był dla mnie niejadalny i w połowie odpuściłem…
“NOS4A2” jest więc pierwszą powieścią, którą przeczytałem po długiej przerwie od literackich wynurzeń najstarszego potomka “Króla grozy”, i co? Spróbuję opisać wam wrażenia i odpowiedzieć na pytanie czy warto inwestować swoją energię i czas w studiowanie światów stworzonych w głowie Joe.
Victoria McQueen, zwana pieszczotliwie Vic lub Szkrabem, nie miała łatwego życia. Rodzice się nie dogadywali, w domu nie przelewało, ona sama zaś w wieku ośmiu lat odkryła pewien dar, który wpłynął na życie zarówno jej samej, jak i bliskich na przestrzeni kolejnych dekad. Dziewczynka potrafiła, za pomocą teoretycznie zburzonego mostu, przemieszczać się w przestrzeni do miejsc, gdzie znajdowały się rzeczy lub ludzie, których Vic pragnęła odnaleźć. Działało to za każdym razem, czasem nawet most pojawiał się sam, zachęcając do podróży nim i odkrycia co tym razem czyha po drugiej stronie.
Szkrab nie była jednak jedyną osobą mającą wyjątkowe umiejętności. Podczas lektury poznaliśmy ich kilka, usadowionych wygodnie zarówno po dobrej stronie mocy, jak i tej złej, mrocznej, krwawej i bezwzględnej. Mowa tu oczywiście o wielkim przeciwniku Victorii, Charlesie Manxie. Charlie, co nie będzie raczej wielkim spoilerem, jest bowiem wampirem. A właściwie to nawet nie do końca, bardziej podciągnąłbym go pod ghula z prawem jazdy… porusza się w świetle dnia, wchodzi gdzie chce, a przy tym jest wyrachowanym i cynicznym manipulatorem, uważającym ludzi za posługaczy i pokarm. Jego relacje z innymi opierają się na kłamstwie, wykorzystywaniu naiwności i chęci przeżycia czegoś niezwykłego pod okiem swego mentora. Idealnie w tę rolę wszedł Bing Partridge, prosty i nieco ograniczony umysłowo mężczyzna, który pokochał Manxa i gotowy był spełniać wszystkie jego zachcianki. Jeśli czytaliście “Draculę”, to Charlie znalazł tu sobie swojego Renfielda, mamiąc go obietnicą zabrania do pewnego magicznego miejsca…
…zwanego Gwiazdkową Krainą. Nie ma tam dorosłych, zamieszkują ją jedynie dzieci, nie ma zasad, praw i obowiązków – jest zabawa, prezenty i całe dnie beztroski. Łakomy takich uciech Partridge, łatwo zmanipulowany przez Manxa, dopuszcza się coraz gorszych i podlejszych czynów i robi to tak, aby jego pan był z niego zadowolony. Tymczasem Vic poznaje zło, jakie czai się w wykwintnym czarnym Rolls Roysie z 1938 roku i postanawia podjąć z nim walkę, z czasem zyskując przyjaciół i pewność, że jej życiowym zadaniem jest rozprawić się z potworem.
Chyba siłą rzeczy większość z nas patrzy na książki Hilla przez pryzmat literackiego dorobku ojca, ja także, ale staram się być w tym uczciwy. Kunszt i maestria z jaką Stephen King porusza się po stworzonych przez siebie historiach, jest nie do podrobienia. O ile osobiście nie uważam go absolutnie za mistrza literackiego horroru, bo najlepsze historie według mnie, wcale horrorami nie są, trzeba mu oddać, że potrafi budować napięcie, głębokie i wyraziste postaci, a opisy drugich i trzecich planów w tych historiach nie ustępują pola najważniejszych wątkom i bohaterom. U Hilla tego nie ma, a na pewno nie ma tego na takim poziomie, jaki znaleźć możemy u Stephena. I bardzo dobrze, ponieważ świadczy to niekoniecznie o słabszym warsztacie, a bardziej o obraniu swojej literackiej drogi, i indywidualnym stylu młodego Kinga.
Bardzo podobało mi się kilka rzeczy, które zaoferował nam “NOS4A2” – sama Gwiazdkowa Kraina, to mroczna wariacja “Nibylandii”, gdzie dzieci nigdy nie dorastają, a dorośli nie mówią im co mają robić. Wizualizacja jej, w mojej głowie, wypada bardzo niepokojąco, mimo że docelowo pełna jest ona prezentów, zabaw i hałasu charakterystycznych dla szkolnego boiska w przerwie między lekcjami.
Dary, którymi obdarowane zostały Vic i Maggie, również świadczą o rozwiniętej wyobraźni Hilla, zwłaszcza to, co potrafi przyjaciółka Victorii jest fajnym i kreatywnym akcentem w tej historii.
Nie podobało mi się natomiast to, że Charlie Manx mimo swoich oczywistych przewag nad ludźmi, wielokrotnie dawał się łatwo zaskoczyć. Jego liczące wiele dekad doświadczenie kontra dzieciaki i ich nieświadomi rodzice, powinno podpowiadać mu inne rozwiązania w konkretnych sytuacjach. Tu muszę się przyczepić, bo obraz potężnego, brutalnego wampira powinien być podtrzymywany głównie poprzez jego czyny, a nie opis postaci. Gryzie mi się tu fakt, że potwór którego genezę znamy wszyscy, daje się również manipulować i oszukiwać. Brakuje mi logiki w niektórych jego działaniach i dziwi naiwność, która nie powinna mieć miejsca u tak wyrachowanego stworzenia.
Cóż mogę powiedzieć na koniec – książka mi się chyba podobała, z pewnością jest w ścisłej topce historii powstałych w głowie Hilla, przynajmniej tych, które zdecydował się przelać na papier. Jest ciężko, mrocznie, czuje się niepewność i strach wśród postaci, starających się zniszczyć zło, ale jednocześnie brakuje mi bardzo potęgi tegoż zła. Nie jest ona wyraźnie zaznaczona, momentami działania Manxa wydają się ślamazarne i nieprzekonujące. przeczytałbym chętnie kilka scen, w których siła i bezwzględność Charliego pokazana byłaby z należytą mocą.
Jeśli chcecie poznać “NOS4A2”, to najpierw przeczytajcie powieść, a potem ewentualnie obejrzyjcie serial, bo Zachary Quinto, to jest w tym przypadku totalnie nieudany casting, który jedynie pogłębił moje odczucie odnośnie wątpliwej potęgi postaci Charliego Manxa.
Czekam natomiast na najnowszą powieść Joe, która ukazać ma się w pierwszej połowie tego roku, z kolejną porcją nadziei tym bardziej, że podobno “Król smutku” poruszy wątki, mnie osobiście w grozie mocno kręcące – młodości, przyjaźni i walki ze złem. Dam mu kolejną szansę, bo i on i ja jesteśmy już zupełnie innymi ludźmi, niż ci, którzy spotkali się lata temu (oczywiście w przenośni 😉).

