“Nie zamykaj oczu” – Justyna Jelińska.  

Sarę dotknęła ogromna tragedia i po traumatycznych przeżyciach pewnego letniego wieczora, postanowiła spróbować życia na obczyźnie. Aby  posklejać swoje życie i zacząć raz jeszcze od początku podejmuje dobrze płatną pracę jako sprzątaczka hotelowa w Chicago. Stabilizacja nie trwa jednak długo, bo już rok później dziewczyna zostaje zmuszona do powrotu w ojczyste strony i ponownego zmierzenia się z koszmarem, który nadal w niej siedzi i nie chce dać o sobie zapomnieć. Nic zresztą dziwnego, bo gdy w domu rodzinnym w niejasnych okolicznościach giną twoi rodzice i to w dodatku oboje tej samej nocy, a policja i śledczy nie są w stanie do końca ustalić przyczyn tragedii trudno się otrząsnąć, a już na pewno nie chce się wchodzić w ten horror kolejny raz. 

Nasza bohaterka nie ma jednak innego wyjścia, ponieważ brakuje jej oszczędności i możliwości (przynajmniej według jej twórczyni), a do tego od samego początku jej powrotu, coś jest mocno nie tak.  

Dom sprawia wrażenie odmienionego, obcego i pełnego czegoś nieopisanie złowrogiego. Tak dobrze znane Sarze miejsce, z którym związane są przecież także pozytywne wspomnienia z lat młodości, teraz emanuje chłodem i strachem. Dziewczyna czuje się tu źle, samotnie i niepewnie. Na domiar złego przyczepia się do niej pewien starszy jegomość, z jednej strony pełen kurtuazji i grzeczności, z drugiej nieco nachalny i uporczywie składający jej pewną dość dziwną propozycję. Sarze wydaje się on znajomy, jego oczy przypominają jej kogoś, jednak pamięć nie podsuwa żadnych konkretów.  

Wraz z pogłębiającą się znajomością, na jaw i światło dzienne wychodzą coraz to nowe tajemnice i fakty, które mogą pomóc naszej bohaterce w rozwikłaniu jej tragedii i znalezieniu ukojenia. Sara uczepia się tego jak ostatniej deski ratunku i brnie w mrok i śmierć, która patrzy, słucha i coraz śmielej wkracza w życie dziewczyny… 

Określam takie książki mianem “soft horroru”, bo teoretycznie wszystko się zgadza – niby są potwory, strach, doza dziwności i tajemnicy, a jednak warsztat autora nadal nie dźwiga należycie gatunku, jakim jest groza. Brakuje polotu, twistu, klimatu, a dostajemy w zamian mocno dyskusyjne interakcje między bohaterami, niezrozumiałe decyzje i finał, którego można domyślić się po lekturze mniej więcej 1/3 książki. I to tak dosłownie. Postaci, które Justyna Jelińska stworzyła na potrzeby tej historii, są poprawne, ale przy tym okrutnie płytkie i liniowe. Żadna nie wychyla się w stronę oryginalności nawet o centymetr. Brakuje mi tu głębszych relacji, konotacji związanych ze wspólną przeszłością i tym, co się wtedy wydarzyło. Rozumiem, że to debiut pisarki w horrorze, ale ewidentnie Jelińska nie bardzo chciała się w niego zagłębić, tworząc opowieść dla osób, które albo nie czytują grozy, a chciałyby jej liznąć, albo wręcz dla swoich czytelników, niejako “na żądanie” – oni są sprawdzeni, na pewno docenią starania.  

No niestety osoby w grozie “siedzące” łatwo mogą wypunktować słabości przygód Sary i uważam, że wypada to zrobić. Nie ze złośliwości, a raczej z chęci wsparcia kolejnych ewentualnych prób autorki z historiami spod znaku horroru.  

“Nie zamykaj oczu” jest książką z pewnym potencjałem, ale niestety niczym nas nie zaskakuje i myślę, że pani Justyna ma przed sobą dużo pracy zarówno nad warsztatem, jak i wiele wieczorów z dobrymi horrorami, które naprowadzić mogą ją na właściwe tory i podpowiedzieć, co zmienić, aby następna powieść była lepsza.  

Tym bardziej że pierwszy krok już zrobiła, składając ukłon w stronę pewnego klasyka opublikowanego po raz pierwszy 20 czerwca 1890 roku, z którego zaczerpnęła motyw przewodni i zaadoptowała go do swoich potrzeb. Wyszło całkiem zgrabnie, aczkolwiek można było jeszcze lepiej wykorzystać jego możliwości. Ta wariacja powinna być mocniej zaznaczona i rozwinięta, dałoby to większe pole do popisu i kilka kolejnych ścieżek możliwości rozwoju postaci i historii. 

Jeśli lubicie grozę, ale niespecjalnie lubicie się bać – ta pozycja jest dla was. Być może na początek przygody nadaje się w sam raz, w końcu dobór pierwszych książek z danego gatunku często przesądza o tym czy przy nim zostaniemy czy się zrazimy i poszukamy czegoś innego. Nie polecę “Nie zamykaj oczu” starym grozowym wygom, ale na pewno znajdzie się grupa czytelników, a mam wrażenie, że głównie czytelniczek, którym ten tytuł przypadnie do gustu i być może wtedy sięgną po coś mroczniejszego i bardziej skomplikowanego, szukając mocniejszych i wyrazistszych wrażeń z lektury.